Koreański konserwatyzm wobec edukacji seksualnej

Koreański konserwatyzm wobec edukacji seksualnej

- Jakie jest największe kłamstwo twojego życia? - pytam Koreańczyka oczekując, że zdradzi mi jeden ze swoich sekretów.

Milczy przez dłuższą chwilę.

- Kiedy byłem dzieckiem mama mówiła mi, że od chodzenia za rękę robi się dzieci – odpowiada z powagą.

Rozbawia mnie to, lecz potem uświadamiam sobie głębsze znaczenie tych słów. Edukacja seksualna, seks sam w sobie od dawno był tematem tabu w Korei.

Globalny problem

W dzisiejszych czasach edukacja seksualna jest niezwykle ważnym elementem rozwoju młodych ludzi, zarówno jeśli chodzi o przygotowanie do dorosłego życia i o świadomość, która pozwala zapobiec niechcianym chorobom i ciąży. Niestety, nierzadko dochodzi do negowania potrzeb dorastającego społeczeństwa. W Polsce tego typu edukacja jest bardzo uboga i głównie ogranicza się do lekcji biologii, z których można wynieść wiedzę nieprzydatną w praktyce. Natomiast zajęcia z wychowania do życia w rodzinie poszerzają wiedzę o procesach zachodzących w organizmie i uczą jedynie jak się przygotować do wystąpienia pierwszej miesiączki. Istnieją więc widoczne braki, które przekładają się na zatrważające statystyki; wysoka liczba ciąż wśród młodych ludzi. Nie od dawna wiadomo, że jest to narastający problem w większości krajów. Czy taka sama sytuacja występuję w Korei? Czy Korea jako kraj dużo bardziej rozwinięty od Polski pod względem gospodarczym i technologicznym może pochwalić się znacznie lepszym przygotowywaniem młodzieży do rozpoczęcia aktywności seksualnych?

Konserwatyzm we krwi

Korea Południowa ma opinię kraju rozwiniętego, a jednocześnie konserwatywnego. Często łatwo można wyrobić sobie taką opinię w kontaktach z młodymi Koreańczykami, dla większości których rozmowy o seksie nie są naturalne. Już samo pojęcie seksualności różni się choćby od polskiego, tak jak postrzeganie związku, planowania rodziny itp. Wyobrażasz sobie grupki znajomych, czy choćby parę najlepszych przyjaciół dyskutujących na temat odpowiedniej metody antykoncepcji czy doświadczeniach seksualnych? W Korei jest to rzadkość. Przypadkowi Koreańczycy zagadywani na tematy związane z seksem czasami odpowiadają niechętnie lub w ogóle odmawiają udzielania odpowiedzi. Jednak są także ci, którzy bez problemu przedstawiają swoje zdanie:

Student, lat 23:

- Właściwie świadomość seksualna jest zła w Korei. Wielu ludzi uważa to za wstydliwe i za coś, co należy ukrywać. Rodzice nie chcą rozmawiać o tym z dziećmi, a dzieci uzyskują nieprawidłowe informacje dzięki dostępnym mediom. Zazwyczaj zdobywają wiedzę z filmów pornograficznych lub stron o seksie. To jeden z poważnych problemów w Korei. Dzieci, które posiadają złe informacje, kończą mając same problemy. Konfucjanizm. Korea jest pod jego wpływem od stuleci. Im starsi ludzie, tym bardziej są uzależnieni od tych poglądów. Konfucjanizm uważa seks za rzecz karygodną, zawsze podkreślając rolę godności.

Wielu Koreańczyków negatywnie ocenia obecną sytuację, powodów dopatrując się w konfucjanizmie, który wykształca przywiązanie do tradycji, ładu i porządku, obowiązków, co ma być drogą do stworzenia idealnego społeczeństwa. Konfucjanizm od dawna formował moralność w Korei i głosił rolę powinności jakie mieli wobec siebie członkowie rodziny. To system filozoficzno-religijny, który opowiada się za zhierarchizowanym społeczeństwem. Na oparcie w rodzicach, dziadkach, jeśli chodzi o sprawy seksu, nie ma co liczyć. Skąd więc koreańska młodzież może zdobyć przydatne informacje?

Zmiany w edukacji = zmiany w postrzeganiu?

Do bycia całkiem otwartym krajem jeszcze Korei daleko, jednak nie o to tu chodzi, by przekroczyć granice. Koreańczycy cenią sobie swoją prywatność, a seks jeszcze niedawno był tematem tabu na wszystkich polach, także jeżeli chodzi o edukację, i to właśnie pilnie wymagało reform. Mimo że lekcje dotyczące seksualności były przeprowadzane już wcześniej, żadnego z nauczyciela nie cieszyła perspektywa przekazywania takich wiadomości. Rodzice zazwyczaj nie protestowali przeciw potrzebie rozwijania się w tym zakresie, jednak woleli pozostawić to zadanie komuś innemu. Uczniowie często także nie zdają sobie sprawy jak ważna jest podstawowa wiedza w tym kierunku i nie ma się czemu dziwić, skoro większość szkolnego życia spędzają nad książkami. W rezultacie, wielu Koreańczyków zaczynając współżycie nie ma pojęcia choćby o zabezpieczaniu się przed ciążą.

Od roku 2000 do roku 2009 ilość urodzeń przypadających na 1000 Koreanek w wieku 15-19 lat wynosiła 10-20. W kolejnych latach sytuacja zaczęła powoli ulegać zmianom. Jednym z impulsów stanowił skandal mający miejsce w maju w 2013 roku kiedy to podczas wizyty do Stanów Zjednoczonych rzecznik prezydenta Park Geun Gye, Yoon Chang Jung, miał zaprosić jedną ze stażystek do pokoju i otworzyć jej drzwi nago lub w samej bieliźnie. Swoje zachowanie tłumaczył później różnicami kulturowymi. Zaistniała sytuacja, a szczególnie samo stwierdzenie zmusiło do refleksji.

Obecnie w użytku jest rozporządzenie Ministra Edukacji (wprowadzone od 2013) o zapewnieniu uczniom co najmniej 15 godzin edukacji seksualnej w ciągu roku. W rzeczywistości nie jest to ściśle przestrzegane przez szkoły, chociaż w niektórych przypadkach mniej godzin nauki również przewiduje podstawowe przygotowanie do rozpoczęcia seksualnych aktywności. W krótkiej rozmowie z jedną z uczennic żeńskiego liceum Sung Shin w Seulu:

- Korea ma opinię bardzo konserwatywnej. Czy szkoła zapewnia jakiekolwiek kształcenie z zakresu seksualności?

- Oczywiście!

- Czy możesz mi powiedzieć o tym coś więcej?

- Nauczyciel uczy nas jak używać prezerwatyw, jak wyliczać dni płodne, o chorobach przenoszonych drogą płciową, co robić, jeżeli metody antykoncepcji zawiodą, i tak dalej. Często coś wpajane jest wizualnie, to znaczy na przykład poprzez prezentacje.

- Czy każda szkoła zobowiązana jest do zapewnienia tego typu lekcji (w tym przypadku: 성교육) ?

- Tak. My mamy trzy w ciągu roku, a więc w ciągu trzech lat wychodzi dziewięć. W każdej szkole uczy pielęgniarka.

Sytuacja wydaje się być optymistyczna, ale to pozory. Według statystyk w 2012 roku zanotowano ponad 22 tys. przypadków wykorzystywania seksualnego, a biorąc pod uwagę fakt, że nie każde są zgłaszane, liczby te są wystarczająco dające do myślenia. Edukacja może więc być na dobrej drodze, jednak głęboko zakorzenione poglądy trudno zmienić.

Koreanka, lat 17:

- Mieliśmy jako taką edukację seksualną w szkole średniej. Może raz w roku? W liceum nic takiego nie było. Ze szkoły średniej też ciężko było czegokolwiek się nauczyć. Myślałam, że można zajść w ciąże nie na skutek seksu, ale poprzez spanie obok siebie. Zostałam uświadomiona dopiero w wieku szesnastu lat, w rozmowie ze znajomymi. Problem w tym, że nauczyciel nie używał konkretnych słów, tylko abstrakcji, mówili nawet „Wiecie jak zachodzi się w ciążę? Zdarza się to kiedy się kogoś kocha”. Więc dużo uczniów zdobywało wiedzę na te tematy z pornografii.

Edukacja seksualna w podstawówce

Edukacja seksualna w Korei jest więc często fikcją. Istnieje zarządzenie, a lekcje odbywają się nawet w podstawówkach. Mimo to, niewiele można z nich wynieść.

W rozmowie z Koreańczykiem, lat 24:

- W takim razie nie miałeś żadnych lekcji w szkole, które przygotowywałyby do rozpoczęcia aktywności seksualnych?

- Może w podstawówce. Uczyliśmy się jak można mieć dziecko. Pamiętam, że odpowiedź brzmiała „kiedy sperma i jajeczko spotyka się w kobiecie, dochodzi do zapłodnienia”.Teraz na uniwersytecie mamy zajęcia, które nazywają się Przedmiot o rodzinie (z kor. 가정). Można dowiedzieć się paru informacji o metodach zabezpieczania się, ale nie są przydatne.

W Korei uboga edukacja seksualna jest nie tylko wynikiem późno wprowadzonych reform, ale także przestarzałych poglądów. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że zarządzenia zmian pociągną za sobą też zmiany w myśleniu zarówno młodszego, jak i starszego pokolenia.

Źródła: wikipedia, koreatimes.co.kr, koreajoongangdaily.joins.com

Podziel się

Komentarze

comments powered by Disqus

Nasi partnerzy